art of simplicity - "When Fables Have a Bitter Taste" - recenzja

Art of Simplicity - "When fables have a bitter taste"
Gatunek: progressive metal
Data premiery: 23.10.2016
Wydawca: wydanie własne
Pochodzenie: Grecja
www.facebook.com/ArtofSimplicity

Art of simplicity gra bardzo nieoczywistą, eklektyczną muzykę, w której wiele różnych stylów spotyka się pod sztandarem progresywnego metalu. To jednak pojęcie bardzo umowne. Jak wskazuje sama nazwa zespołu, art of simplicity, mimo wielu wpływów, stawia na prostotę. Nie ma tu szaleństwa spod znaku Dream Theater, czyli kilkunastominutowych kompozycji najeżonych masą riffów i solówek, gdzie tempo zmienia się co chwilę. Muzyka Greków jest bardziej stonowana, co w żadnym wypadku nie znaczy, że przewidywalna czy monotonna. Nie jest to też granie zainspirowane w prostej linii art rockiem z lat 70. Jeśli już miałbym do czegoś to przyrównać, to powiedziałbym, że jest tu ta nieokreśloność i nieograniczoność Pain of Salvation połączona z zimnym, mrocznym klimatem Fields of the Nephilim.

„When Fables Have a Bitter Taste” to składający się z 6 utworów minialbum wydany aż 9 lat po debiutanckiej płycie „Caught in This Iless Storm”. Można zatem powiedzieć, że zespół debiutuje po raz drugi, tym bardziej, że zarówno w składzie, jak i w muzyce zaszły spore zmiany. Podejście do komponowania jednak się nie zmieniło – w dalszym ciągu sporo tu eksperymentowania.

Chris Kounelis, nowy wokalista, swobodnie przechodzi od niskiego śpiewu charakterystycznego dla zespołów gotyckich do wysokich rejestrów będących skrzyżowaniem Geoffa Tate'a (ex-Queensryche) i Matthew Barlowa (ex-Iced Earth) albo od deathmetalowego growlu do falsetu a la King Diamond. Innym razem śpiewa niemal tak płaczliwie jak Aaron Stainthorpe z My Dying Bride. Aż trudno uwierzyć, że te wszystkie dźwięki wydobywają się z gardła jednej osoby.

Sporo dzieje się też w warstwie muzycznej. Skrzypce i klawisze raz tworzą delikatny nastrój, innym razem wprowadzają niepokojącą atmosferę. To, czego z pewnością tu nie brakuje, to emocje – słychać je zarówno w muzyce, jak i w wokalach. Pod względem tekstów to album koncepcyjny opowiadający o traumie z dzieciństwa i niespełnionych oczekiwaniach. Dominują więc lęk, żal, smutek, depresja – tak, to nie są radosne uczucia, ale wbrew pozorom muzyka nie dołuje, a wręcz przeciwnie, odczuwamy pewnego rodzaju katharsis jak w greckiej tragedii (i wszystko się zgadza, przecież to grecki zespół).

„When Fables Have a Bitter Taste” z czystym sumieniem można polecić nie tylko fanom metalu i cięższego rocka otwartym na różne style, ale każdemu, kto szuka w muzyce emocji. Pozostaje jednak pewien niedosyt, bo krążek trwa zaledwie 35 minut, a to trochę mało dla takiego zespołu, żeby zaprezentować pełnię możliwości. Mam nadzieję, że to tylko przedsmak przed jeszcze ciekawszym i bardziej zróżnicowanym albumem długogrającym. Wierzę, że najlepsze dopiero przed nami. Oby tylko nie trzeba było czekać kolejnych 9 lat.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza