Blaze Bayley - "The Redemption of Willliam Black" - recenzja

Blaze Bayley - Redemption of Willliam Black (Infinite Entanglement part III)
Gatunek: heavy metal
Data premiery: 2.03.2018
Wydawca: Blaze Bayley Recordings
Pochodzenie: Wielka Brytania
www.blazebayley.net
Porównaj ceny płyty

„Redemption of William Black” to ostatnia część „Infinite Entanglement” - muzycznej trylogii wydawanej w równych, rocznych odstępach i równych, 47-minutowych odcinkach. Trudno zatem mówić o tej płycie, nie odnosząc się do całości. W warstwie tekstowej „Infinite Entanglement” jest czymś w rodzaju dramatu/thrillera science-fiction i stanowi nawiązanie do dwóch pierwszych solowych albumów Blaze'a - „Silicon Messiah” i „Tenth Dimension”. Muzycznie to również w pewnym sensie powrót do korzeni - momentami bardzo wyraźnie słychać tu wpływy Iron Maiden i bynajmniej nie jest to zarzut. W końcu Bayley spędził w zespole kilka lat. Ba, niektóre utwory są znacznie lepsze niż niejeden kawałek nagrany z Maiden.

Świetną robotę wykonał gitarzysta Chris Appleton, który wzbogacił wszystkie trzy krążki wyśmienitymi solówkami i zagrywkami. A „trójka” jest pod tym względem najlepsza. Momentami jego gra robi większe wrażenie niż któregokolwiek z trzech gitarzystów Iron Maiden.

Wszystkie trzy krążki niestety cierpią z powodu marnej produkcji. Suche i płaskie brzmienie nie jest w stanie oddać całego potencjału i mocy kompozycji. I tutaj dla odmiany mam wrażenie, że część trzecia wypada nawet ciut słabiej niż jej poprzedniczki.

To jednak nie wszystko, bo to samo mogę powiedzieć o poszczególnych utworach. Wciąż utrzymują wysoki poziom, głównie dzięki riffom i solówkom, jednak zabrakło tej chwytliwości, którą miały dwie pierwsze części. Prawie każdy kawałek z „jedynki” i „dwójki” od razu wpadał w ucho, a refreny aż chciało się śpiewać razem z Blaze'em. Nowe kompozycje na tle starszych wypadają dość wtórnie. Całkiem nieźle co prawda prezentuje się „Are You Here” z hymnowym refrenem i wirtuozerskim popisem Appletona czy prosty, niemal hardrockowy „Already Won”. Ale już ballady „Human Eyes” i „Life Goes On” nie chwytają za serce tak jak „Together We Can Move the Sun” i „Eating Lies” z „Endure and Survive”. Jeśli mowa o wtórności - refren „Redeemer” to trochę taka słabsza wersja „Human” z części pierwszej. Z kolei „The Dark Side of Black” być może byłby najlepszym numerem na tym albumie, gdyby Blaze nie pożyczył zwrotki od „The Launch” z „Silicon Messiah”. I jeśli sobie porównamy te dwa utwory, to usłyszymy wyraźnie zmianę w głosie Blaze'a. Jego wokal jest wciąż potężny, ale już nie tak energetyczny, sprawia wręcz wrażenie zmęczonego. Ale cóż, „life goes on”.

„Redemption of William Black” jest najbardziej zachowawczym i najmniej zróżnicowanym materiałem z całej trylogii. A przecież po wielkim finale można by oczekiwać czegoś przeciwnego. Wygląda to tak, jakby Blaze wystrzelał się z najlepszych pomysłów na dwóch pierwszych częściach. Wydawanie płyty co roku nie jest łatwym zadaniem, ale przecież nikt nikogo nie poganiał, można było popracować dłużej, albo poczekać i nabrać trochę dystansu, żeby efekt był lepszy. A może lepiej by było zamknąć historię w dwóch trochę dłuższych krążkach? „Redemption...” nie jest tym, czym była chociażby ostatnia część trylogii „Powrót do przyszłości”. Jest bardziej jak ostatni sezon „Lost” albo innego świetnego serialu, który byłby lepszy, gdyby skończył się sezon wcześniej. Osobno to bardzo dobry album, ale na tle całości pozostawia pewien niedosyt.





Blaze Bayley - "Endure and Survive" - recenzja
Blaze Bayley - "Endure and Survive" - recenzja





Blaze Bayley - płyty






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza