Alkonost - "Piesni beloj lilii" - recenzja

Alkonost - "Piesni beloj lilii"
Gatunek: folk/pagan metal
Data premiery: 5.10.2016
Pochodzenie: Rosja
www.alkonost.ru

Uwielbiam wschodni folk/pagan metal, ale do Alkonost, który jest jednym z prekursorów tego gatunku (w tym roku obchodzi swoje 20-lecie), jakoś nie mogłem się do tej pory przekonać. Być może dlatego, że w muzyce Rosjan więcej zawsze było średniej jakości black/doom/gothic metalu niż prawdziwego folku, jaki znajdziemy chociażby u ich młodszych rodaków z Arkony i Grai. Na najnowszej płycie te proporcje się zmieniły, a co za tym idzie, zmienił się mój stosunek do zespołu.

Różnicę słychać już od pierwszych taktów. Brzmienie „Piesni bieloj lilii” jest bardziej klarowne w porównaniu do wcześniejszych dokonań kapeli. Nie usłyszymy tu już męskiego growlingu (nie licząc ostatniego refrenu w „Rusalce”), wokalnie niepodzielnie rządzi więc Ksenia Pobuzhanskaya, która w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki rzadko wchodzi na wysokie rejestry, charakterystyczne dla wokalistek zespołów grających symfoniczny metal. Tym samym zrezygnowano zarówno z blackmetalowych, jak i symfoniczno-operowych elementów na rzecz folkowej lekkości i melodyjności. Paradoksalnie sama muzyka stała się przez to bardziej dynamiczna. I chociaż Alkonost nie używa tradycyjnych instrumentów takich jak flet czy skrzypce (te usłyszymy tylko w bonusowych akustycznych wersjach „Rusalki” i „Ptitsa-Pechal”), to sporo tu typowo folkowych motywów granych na gitarze. Pozostał za to lekko gotycki klimat, a to głównie dzięki klawiszom, które dodają muzyce nieco przestrzeni.

Jedyny mój zarzut jest taki, że niektóre utwory są do siebie zbyt podobne, zarówno jeśli chodzi o tempa, jak i główne motywy. Płyta może więc wydawać się monotonna, zwłaszcza po pierwszym przesłuchaniu. Jednak za jednolitym stylem muzycznym idą jednorodne tematycznie teksty, dzięki czemu wszystko staje się niezwykle spójne.

A oto, co o mówi autorka słów, Mare Mirkie: „Głównym tematem tekstów na albumie jest człowiek w obliczu natury. Moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie jesteśmy sami, że cały świat jest naszym wspólnym domem, w którym wszystko jest żywe i może się z tobą komunikować i odpowiadać ci. Musisz tylko wyjść temu naprzeciw i starać się poczuć odpowiedź. To świat, w którym nasi przodkowie są w stanie widzieć i czuć. Świat, gdzie w lesie mieszka goblin, a w jeziorze rusałka. Świat, w którym musisz oddać cześć duchowi wody, zanim na nią wypłyniesz, jeśli chcesz, żeby podróż była szczęśliwa. Ten świat surowo karze tych, którzy sprzeciwiają mu się poprzez swoją dumę, chciwość i żądzę władzy. Ale jednocześnie może ofiarować bezcenny skarb mądrości dla tych, którzy potrafią słuchać i uczyć się od niego. Wszyscy nasi bohaterowie w jakiś sposób to odkrywają (choć niektórzy zbyt późno): zielarz chodzący po łące, wioślarz, który uczy się od rzeki, dziewczyna, która woli leśnego ducha niż ludzi, chciwy kupiec, który nie oddał czci morzu, bard, który był świadkiem daremności ludzkich ambicji w obliczu kataklizmu. Każdy z nich, czy to na swoje szczęście, czy nieszczęście, napotyka siłę zaprzeczającą ludzkim prawom i teraz musi się nauczyć z nią żyć. Albo umrzeć, jak wojownik, który myślał, że może zdobyć serce rusałki.”

I to, drodzy państwo, jest właśnie czysty folklor.







Podobne artykuły:
 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza