Darzamat - "A Philosopher at the End of the Universe" - recenzja

Darzamat - "A Philosopher at the End of the Universe"
Gatunek:
black/gothic metal
Data premiery: 18.11.2020 (digital: 27.10)
Wydawca: Szataniec
Pochodzenie: Polska
http://www.darzamat.pl

W 2009 roku wydawało się, że Darzamat jest na dobrej drodze, by stać się kolejnym polskim towarem eksportowym. Wydany wtedy album „Solfernus Path” ukazał się pod szyldem niemieckiej wytwórni Massacre Records (która wydawała też na przykład Kinga Diamonda), a na płycie pojawili się zagraniczni i nie byle jacy goście (Andy LaRoque, Roy Mayorga). Ale co najważniejsze, pod względem muzycznym i produkcyjnym również był to poziom światowy. Można się było spodziewać różnych rzeczy, ale nie tego, że w takim momencie zespół zamilknie aż na 11 lat.

Po tak długiej przerwie wydawniczej nie można wrócić z przeciętnym materiałem. A jednak „A Philosopher at the End of the Universe” na tle trzech poprzednich krążków wydaje się właśnie przeciętny – przynajmniej takie wrażenie miałem po kilku pierwszych przesłuchaniach.

Zacznijmy od okładki, która jak dla mnie jest pierwszym słabym elementem nowej płyty. Z całym szacunkiem i uznaniem dla wdzięków Nery, po prostu nie lubię i nie pasuje mi to do metalu, gdy na froncie znajduje się zdjęcie jednego lub wszystkich członków zespołu. Samo tło byłoby lepszą okładką (zwłaszcza że okręgi to charakterystyczny motyw, który pojawia się na różnych cover artach Darzamat).

Ale oczywiście to sprawa niskiej wagi i jak wiadomo, nie ocenia się zawartości po okładce. Jednak dwa pierwsze single zapowiadające album również wywołały u mnie pewne zaniepokojenie co do tego, jaki on będzie. A jest… inny, niż mogliśmy się spodziewać.

Zespół zrezygnował z istotnego elementu swojej muzyki – klawiszy, które dodawały muzyce symfonicznego charakteru. Nie znaczy to jednak, że teraz jest ciężej, bardziej gitarowo. Wprost przeciwnie. „Philosopher...” to album dość stonowany jak na Darzamat, w wielu momentach wręcz spokojny. I bardzo melodyjny, przez co bardziej przystępny dla szerszego grona słuchaczy. Nie zdziwiłbym się zatem, gdyby zespołowi dzięki tej płycie przybyło nowych fanów.


Darzamat



Nie ma tu ani mrocznego, tajemniczego klimatu „SemiDevilish”, ani energii „Transkarpatii” i „Solfernus Path” (do wcześniejszych dokonań nie porównuję, bo to zupełnie inna bajka). Nie uświadczymy szybkich utworów, ewentualnie kilka szybszych fragmentów. Więcej dla siebie znajdą na tym krążku zwolennicy późniejszych dokonań Moonspell niż fani black/death metalu. Sporo tu również momentów, które mogłyby się znaleźć na płycie NeraNature (solowego projektu wokalistki), głównie oczywiście za sprawą Nery, która śpiewa łagodniej, nie tak diabolicznie jak dawniej, za to bardziej zróżnicowanie.

Skoro mowa o wokalach – album bardziej niż jakikolwiek poprzedni jest zdominowany przez wokalistów, a warstwa instrumentalna przeważnie stanowi jedynie podkład. Na przykład w „Thoughts to Weigh on Farewell Day” Nera i Flauros są obecni na przemian praktycznie od pierwszej do ostatniej sekundy. Gitary mają zdecydowanie za mało miejsca, żeby się rozegrać, a jeśli już, to na pierwszy plan wychodzi tu i ówdzie gitara akustyczna czy czyste brzmienie elektryka. Uwagę zwraca natomiast perkusja, która brzmi dość głęboko i gęsto (ogólnie produkcja jest bardzo mocną stroną tego wydawnictwa), a perkusiści (bo na płycie zagrało dwóch) mocno zaznaczają swą obecność, urozmaicając i wypełniając nawet te wolniejsze i spokojniejsze partie.

Początkowo można odnieść wrażenie, że płyta jest monotonna, a to dlatego, że  dominują na niej wolne i średnie tempa. Jedyną kompozycją, która dorównuje agresywnością wcześniejszym dokonaniom i powinna spodobać się fanom ekstremalnych odmian metalu, jest wspomniany „Thoughts to Weigh on Farewell Day”. Co wcale nie znaczy, że w innych utworach nic się nie dzieje. Wyróżniłbym „The Tearful Game”, w którym jest miejsce i na solówkę, i na gitarę akustyczną, a growling Flaurosa kontrastuje z łagodnym, melodyjnym refrenem śpiewanym przez Nerę – to jedyny numer, w którym partie obojga wokalistów są od siebie tak wyraźnie oddzielone, i przy okazji jeden z najbardziej chwytliwych kawałków na płycie. Nie mogę się natomiast przekonać do „Clouds, Clouds Darkening All” – refren jest zbyt banalny jak na Darzamat, pasowałby bardziej do… nie wiem, Within Temptation?

„A Philosopher at the End of the Universe” nie jest może do końca tym, czego się spodziewaliśmy, z drugiej strony 11 lat to szmat czasu i trudno oczekiwać, że kapela będzie dziś muzycznie w tym samym miejscu, w którym była wtedy. Choć oczywiście znajdziemy tu wiele elementów znanych z poprzednich krążków, tyle że w nieco innych proporcjach. Trochę jednak brakuje tej szybkości i intensywności, bo w agresywniejszych momentach grupa nadal wypada lepiej niż w tych ugładzonych. Przydałoby się też więcej instrumentalnych fragmentów, a czas trwania płyty (to najkrótszy LP w dyskografii Darzamat) również pozostawia uczucie niedosytu. Ale najważniejsze jest to, że to wciąż świetne granie, które z każdym przesłuchaniem wchodzi coraz bardziej. Darzamat nadal może bez kompleksów stawać obok zagranicznych, bardziej znanych kolegów po fachu (choć już niekoniecznie tych z kręgu ekstremalnego metalu). Bo na polskim poletku konkurencji w swojej kategorii praktycznie nie mają, co jest tylko kolejnym powodem, by cieszyć się z ich powrotu.



Utwory:
1. Reminiscence
2. A Philosopher at the End of the Universe
3. Running in the Dark
4. Thoughts to Weigh on Farewell Day
5. The Tearful Game
6. The Sleeping Prophet
7. Clouds, Clouds, Darkening All
8. The Great Blaze
9. The Kaleidoscope of Retreat  

Skład:
Nera – wokal
Flauros – wokal
Chris – gitara
Markus – bas
Łukasz „Icanraz” Sarnacki – perkusja
Kamil Bagiński – perkusja









Darzamat - "A Philosopher at the End of the Universe"


Darzamat

 Fot. materiały wydawcy

 

------------------------------------------------------------------------


Darzamat powraca po 11 latach z nową płytą "A Philosopher at the End of the Universe". Album został wyprodukowany w krakowskim studio Gorycki & Sznyterman przez Jarka "Jaro" Barana. Przedprodukcję wykonano w Londynie przy udziale Maurycego "Mausera" Stefanowicza, znanego z Vader, Dies Irae czy Unsun.

Do płyty został dołączony fragment opowiadania w stylu klasycznej powieści gotyckiej, napisanego przez wokalistę i lidera zespołu, Rafała "Flaurosa" Górala wraz z poetą, prozaikiem i lingwistą Jesionem Kowalem.

Materiał zostanie wydany w następujących wersjach:
- cyfrowo,
- na CD digibook wraz z 20-stronicową książeczką,
- na winylu - limitowane i kolekcjonerskie wydanie w trzech kolorach z 8-stronicowym bookletem,
- jako box, w którym oprócz CD i winyla znajdzie się kilka gadżetów związanych z zespołem.

Premiera wersji digital: 27.10.2020
Premiera CD/LP: 18.11.2020

Pre-order od 20.10.2020 na www.szataniec.pl

 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza